Ponad 2 lata temu dotarłam do zawodowej ściany i musiałam zdecydować, w którą stronę pójść dalej. Przeanalizowałam doświadczenia, naniosłam potrzeby samorealizacji, swoje wymagania i pragnienia kreatywne. Tym tropem w końcu udało mi się odpowiedzieć na słynne filmowe pytanie „co lubię w życiu robić”. Odpowiedzią był event marketing. W tamtym momencie myślałam, że raczej będzie już z górki, skoro przecież znam odpowiedź. Jednak jak się okazało to był dopiero początek długiego startu.

Wybrałam agencje, które mnie z różnych względów interesowały. Jednak jak się okazało środowisko eventowe jest bardzo hermetyczne i niezwykle trudno zacząć, gdy jest się na pozycji startowej tylko z dobrym potencjałem w kieszeni. Miałam do wyboru poddać się i przyjąć mniej interesujące mnie propozycje lub zrobić wszystko co możliwe, aby osiągnąć cel. Zaczęłam od podniesienia poziomu umiejętności, uzupełniłam kwalifikacje i poszłam na szkolenia. One z jednej strony uporządkowały mi wiedzę, a z drugiej uświadomiły jak jeszcze niesamowicie dużo nauki przede mną. Upewniłam się wtedy, że na pewno chce iść w tym kierunku, a dzięki praktycznym warsztatom, chociażby z tworzenia prozaicznej książki produkcyjnej wiedziałam, że mam w ręku podstawę, która pozwala mi poukładać projekt od początku do końca zgodnie z branżowymi standardami. Czułam się zdecydowanie pewniej. Wiedziałam też czego się spodziewać – ciężkiej pracy, często fizycznej, bezsennych nocy, nieregularnych posiłków, ale też dużo radości i satysfakcji. Eventy dają niesamowite możliwości i otwierają wiele drzwi, ale co równie ważne pozwalają lepiej poznać samego siebie oraz uczą pokory.

No więc, jak zaczęła się moja przygoda? To właśnie po szkoleniu dostałam propozycję, aby skoordynować niewielki projekt. Był on mały, ale zdecydowanie szalony 🙂

Projekt numer 0

Miałam zrobić otwarcie biurowca, który nie był oddany do użytku i do tego czasu było jeszcze pół roku. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że budynek nie miał oddanych wind, a schody były dosłownie zawalone pustakami, płytami karton-gips czy szybami, a ja za kilka dni miałam zaprosić gości na szóste piętro. Przy montażach i demontażach musiałam wspomagać się windą budowlaną, która ma swoje ograniczenia wagowe, ilościowe, czasowe i oczywiście BHP. Kolejnym wyzwaniem była logistyka cyrkulacji ciepłego powietrza na całym piętrze. Event odbywał się pod koniec października i nie był to ciepły jesienny wieczór. Ograniczenia wynikające z przepisów o użytkowaniu butli gazowej w pomieszczeniu zamkniętym, brak czynnych toalet i wizja wwożenia dźwigiem kabin TOI TOI (do czego na szczęście nie doszło) to był niezły chrzest eventowy.

Projekt numer 1

Przy prawdziwym pierwszym projekcie dowiedziałam się jak wprowadzić samochód, kiedy strop jest za nisko, jak świecić, kiedy ściana jest krzywa oraz jak event może budować wizerunek marki i wpływać na zasięg medialny.

Projekt numer 2

Przy drugim projekcie wrzucono mnie na głęboką wodę. Poznałam specyfikę budowy ogromnej hali namiotowej, jej założenia konstrukcyjne, możliwości, ryzyka i ograniczenia. Obeznałam się z ustawą o systemie monitorowania drogowego przewozu towarów, której podlega przewóz paliwa powyżej 500 litrów jednorazowo. Nauczyłam się jak obliczyć ilość paliwa do nagrzewnic, jak grzać halę optymalnie i jak ściągnąć ciepłe powietrze ze szczytu 12-metrowej hali na poziom wysokości ludzi. Zrozumiałam, że do zawieszenia bardzo długich tiuli potrzebny jest alpinista z zabezpieczeniem wysokościowym. Poznałam procedury pozwalające na ruch samochodów ciężarowych tam, gdzie nie wolno im wjeżdżać. Zobaczyłam jak ekipa budowlana od podstaw tworzy na terenie rolnym najbardziej profesjonalny parking i specjalne drogi dojazdowe. Poznałam całą logistykę montażu i demontażu luksusowego kontenera sanitarnego. Dowiedziałam się jak zarządzić ruchem samochodów dostawczych, aby uniknąć zakorkowań. Musiałam zapewnić dostęp do bieżącej wody tam, gdzie nie ma podprowadzonych wodociągów. I zobaczyłam, że drzewa można sadzić tylko na jeden dzień eventu, aby potem je wysadzić.

Projekt numer 3

Podczas trzeciego eventu odkryłam, że na obszarze kamieniołomu nie można się wbić w ziemię, przynajmniej nie bez wiertnicy. Zorientowałam się też, że brak zasięgu spowodowany uwarunkowaniami terenu może być gigantycznym problemem i niezbędne są odpowiednio długie anteny do radio. Dowiedziałam się w praktyce, że bezpieczeństwo przede wszystkim, szczególnie własne i szczególnie wtedy, kiedy koordynujesz pracę kilku podzespołów. Odsuwając je na bok, jednocześnie ryzykujesz jakość projektu. Na koniec przekonałam się, że bez względu na to jakie mniemanie, tytuły i osiągnięcia mają artyści to należy ich bezwzględnie przetestować.

Projekt numer 4

Na kolejnej produkcji zdałam sobie sprawę z tego, że najmniejsze drobiazgi mogą stanowić najpoważniejszy problem, gdy się je zostawi do załatwienia na ostatni moment. Mam tu na myśli specyficzny, acz prosty gadżet, który sobie wymyśliliśmy, a którego jak się później okazało nie ma dostępnego w Polsce w interesującej nas ilości i jakości. Finalnie zamówienie zrobiliśmy z Włoch. Na tym samym evencie zgłębiłam ograniczenia wynikające z lokalizacji, która ma status zabytkowej i w zasadzie nie można nic zrobić. A na koniec uświadomiłam sobie, że plaga komarów na nocnym montażu może prowadzić do kryzysu.

Przez ten rok nauczyłam się wiele. Po części na własnych błędach, a po części na doświadczeniach innych. Na własnej skórze zrozumiałam co to znaczy być event managerem i dlaczego agencje nie chcą i nie mają czasu na osoby bez doświadczenia. Dodatkowo wydawało mi się, że bezpośrednio po realizacji będę tryskać energią i skakać ze szczęścia. I to było naiwne. W trakcie dużych realizacji jednocześnie jest się pobudzonym w działaniu ponad normę i zmęczonym ogromem wszystkiego. Tak więc, zamiast wielkiej ekscytacji po skończonym projekcie jest niesamowity wewnętrzny spokój i sen, dużo snu  🙂

Czytelniku, jeśli jesteś w podobnym punkcie, w którym byłam ja jakiś czas temu to nie zrażaj się, bo naprawdę warto! Nie bój się rozwijać i szukaj sposobu, na zdobywanie wiedzy i doświadczeń. Zaczynaj od małych eventowych rzeczy i poznawaj siebie i swoje możliwości. Z czasem doprowadzi Cię to do wymarzonych realizacji eventowych.

Autor: Paulina

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *